Dojazd do klientek – dlaczego to taki problem?

Jak za pewne każda makijażystka, przerobiłam dojazdy do klienta i wiem z czym to się wiąże. Oczywiście atmosfera panująca w domach klientek w dniu ślubu jest wyjątkowa, każdy taki dzień wspominam z sentymentem, a na twarzy maluje mi się uśmiech. To doświadczenie jest bezcenne, to pewne. Dlaczego więc zdecydowałam się nie dojeżdżać do klientek? Powodów jest sporo, poniżej spróbuję Wam wyjaśnić dlaczego maluję klientki tylko w moim studio:

  1. Duża ilość kosmetyków i sprzętu. Wyobraźcie sobie pełną torbę oraz kufer wypełniony kosmetykami, trochę waży co nie? A teraz dodajcie do tego odpowiednie krzesło, które jest niezbędne aby nie nabawić się skrzywienia kręgosłupa, odpowiednie oświetlenie, dzięki któremu doskonale widzę odcień skóry, roztarcie produktów czy też malowaną kreskę na oku, a teraz wnieście to wszystko na chociażby 1 piętro, no i oczywiście pomnóżcie to razy 5. Trochę dużo jak na jedną kobietę, nieprawdaż 😉 ? A zawsze może się też zdarzyć tak, że przy pakowaniu tych wszystkich rzeczy do kufra o czymś się zapomni… no i wtedy mamy dodatkowy problem. Dlatego lepiej mieć to wszystko w jednym miejscu, bez noszenia, dźwigania, pakowania, rozpakowywania, itp.
  2. Ograniczenie czasowe. Na każdą klientkę potrzebuję określonej ilości czasu, załużmy teraz, że po drodze napotkamy na roboty drogowe, o których nie wiedzieliśmy, zablokowaną drogę, korek lub zepsuje nam się auto… Przy optymistycznych prognozach, uda nam się dojechać z opóźnieniem (wtedy albo musimy się spieszyć u obecnej klientki aby nie spóźnić się do kolejnej albo rozpędzić lawinę spóźnień i przepraszać każdą kolejną Panią o nieprzybycie na czas), jeśli natomiast będziemy mieć pecha, nie dojedziemy wcale – a tam gdzieś Panna Młoda czeka w najważniejszym dniu jej życia, myślę że nie będzie ją interesować rozładowany przez noc akumulator w naszym samochodzie, co będzie oczywiście zrozumiałe.
  3. Troska o klientkę. W dniu ślubu w każdym domu panuje chaos… mama szykuje się do błogosławieństwa, tata szuka skarpet, narzeczony zapomniał odebrać bukiet, a tu jeszcze butonierka nie taka, do tego siostra jeszcze nie wróciła od fryzjera, a brat nie pamięta gdzie włożył obrączki – gdzie w tym wszystkim miejsce na spokój i refleksję? W moim studio panuje spokój i opanowanie 😉 Dzięki temu Panna Młoda może się zrelaksować przy dobrej kawie czy kieliszku szampana. Niech ten czas będzie tylko dla Ciebie.
  4. Odpowiednio przygotowane studio. Kolor ścian, dobre oświetlenie, duża ilość luster – to wszystko ma ogromne znaczenie w pracy makijażysty. Przy nieodpowiednim oświetleniu czy nawet złym kolorze farby na ścianie, możemy mieć przekłamane kolory, a co za tym idzie: makijaż będzie wyglądał inaczej niż np. w świetle dziennym, no i znowu mamy problem.
  5. Stuprocentowe skupienie. Zdarzały mi się sytuacje gdzie byłam spóźniona do kolejnej klientki już na samym wejściu do obecnej, wtedy w głowie miałam tysiąc myśli: “czy jak pojadę inną trasą to będzie szybciej? jak by tu jechać żeby zaoszczędzić kilka minut? czy będzie zła, że się spóźniłam? następnym razem muszę szybciej wyjechać… kurde, głodna jestem – zdążę coś wciągnąć po drodze?”. Dzięki temu, że makijaż wykonuję u siebie w studio nie muszę się zastanawiać nad tymi wszystkimi rzeczami, więc mogę się skupić jedynie na wykonywanej usłudze, a uwierzcie mi, że skupienie jest tutaj kluczowe aby wszystko wyszło perfekcyjnie.
  6. Czas to pieniądz. I jeśli ktoś mówi Wam, że jest inaczej to nie ma racji 😉 Czas, który muszę przeznaczyć na dojazd, znalezienie miejsca parkingowego, wniesienie wszystkiego do mieszkania/domu klientki, rozpakowanie, pakowanie, itp. mogę przeznaczyć na przyjęcie kolejnej klientki.

Wyjątek stanowi jedynie wykupienie pakietu ślubnego, wtedy jest to dla mnie jednorazowy dojazd w ciągu dnia, a co za tym idzie jednorazowe dźwiganie, rozpakowanie i pakowanie.

Mam nadzieję, że jest to dla Was zrozumiałe. Uszanujcie proszę moją decyzję, która jest z korzyścią dla obu stron, zapewniam.